Kim jestem?
Witam
wszystkich! Nazywam się Iwona, mam 23 lata i od 6 miesięcy mieszkam w Londynie. Od dawien dawna zastanawiałam się nad założeniem bloga, ale jak to w moim
przypadku bywa ciężko jest mi się zabrać do realizacji czegokolwiek. Jak
wiadomo prowadzenie go wymaga czasu, ponieważ nie sztuką jest go założyć, lecz
systematyczność w tym przypadku jest nie lada wyzwaniem.
O czym będzie ten blog ? No właśnie, nad tym rozkminiałam wieki a,
to dlatego, że nie mam zamiaru skupiać się na jednej rzeczy, ponieważ nawet nie
mam takiej, o której mogłabym pisać i pisać i końca nie widać. Mój cel- pisać o
wszystkim i o niczym.
Chcę się podzielić z wami moimi pomysłami, marzeniami,
zamierzonych podróżach, a również tych co już są za mną, tym co robię i gdzie pracuję.
Chcę tak naprawdę tutaj spisać wszystko! Nie wiem czy mi życia na to starczy,
ale spróbować spróbuję.
W związku z tym, że to moje pierwsze tak długie wypracowanie
postanowiłam, że się co nieco przedstawię, bo to że jestem Iwona i to że mam 23
lata dużo raczej nie mówi. Szczerze to nic nie mówi!
Przez 3,5 roku studiowałam w Krakowie, później na pół roku
wyjechałam na ERASMUSA, a później postanowiłam zrobić roczną przerwę i tym
sposobem znalazłam się w Londynie. Przyjechałam tutaj tego roku w lipcu, z 200
funtami w kieszeni po to aby podratować budżet, a przy okazji żeby też
pospłacać długi do których erasmusowe szaleństwa mnie doprowadziły. Ci co byli na tego typu wyjazdach wiedzą, że
takie studiowanie za granicą do tanich nie należy. Stypendium jakie daje
uczelnia to tak naprawdę opłaciło mi 2,5 miesiąca pobytu tam, a co zresztą???
No właśnie kiedy konto bankowe pokazało 0.0 PLN trzeba było wykonać telefon do
przyjaciela/przyjaciół ( tak ta druga opcja jest bardziej poprawna, bo jedna
osoba to nie była :D )i pożyczyć co nieco. Cóż i tak czasami bywa w życiu, jak
to się mówi przyjemności kosztują.
Tak naprawdę teraz powinnam być w Polsce i zaczynać mojego
magistra z niewiadomego czego. Stało się inaczej moi drodzy.
PRZERWA ROCZNA W STUDIOWANIU- WAKACJI CIĄG DALSZY
Pomysł o rocznej przerwie nie pojawił się z dnia na dzień jak
większość moich głupkowatych pomysłów, lecz myślałam nad tym długi okres czasu i
byłam tego pewna w 99,9 procentach ß to się nazywa być pewnym swoich decyzji.
Wiadomość o moim pomyśle rozgłośniłam szybko, ile to mi radości
sprawiło to aż słów brakuje. Radości napisałam aha do czasu kiedy trzeba było o
moim pomyśle powiedzieć jeszcze rodzicom, nie było tak mi do śmiechu. Wiem
jestem dorosła, mam 23 lata i to ja decyduje o swoim życiu, ale wiadomo zdanie
rodziców zawsze będzie się dla mnie liczyło. Wiedziałam jedno co by nie
powiedzieli decyzji nie zmienię, za bardzo byłam tego pewna bo, aż prawie w 100
procentach.
Słuchajcie zjechałam we wrześniu, aby zdać moje egzaminy i
zakończyć ostatni rok studiów z drugiego kierunku. Egzaminy zdałam, do domu
pojechałam, nowinę przekazałam i jak zawsze 15 minutowe kazanie od nich
dostałam. Szczerze myślałam, że będzie gorzej.
Nie było tragedii, powiedzieli co myśleli, a dokładnie to, że
szanują moją decyzję, aczkolwiek ten pomysł wzięty z kosmosu im się nie podoba,
ale co zrobić siłą mnie zmuszą i nie karzą studiować. Proszą tylko o to, żebym
za rok na te studia wróciła. Co więcej ja wrócę, tego to teraz jestem pewna 100
procentach.
Jakie mam plany na później?
Planów to ja mam dwa tysiące dwieście àczytajà dużo :D
Wiecie lubię Londyn, byłam tu rok temu na wakacje, spodobało mi
się tak bardzo, że później w Krakowie to depresję dostałam, to znaczy wszędzie
primarki i czerwone autobusy widziałam :D nie no teraz to śmieje, ale naprawdę
przez chwilę to coś się ze mną dziwnego działo. No zakochałam się w tym
mieście, tęsknota też była tym spowodowana, że tu takiego Rodrigueza poznałam
:D fajna z Niego chłopczyna, ale dobra
nie ważne to było rok temu teraz jest inaczej. O facetach to ja tu dużo pisać
nie będę boooo, bo szkoda na to czasu i miejsca :D
Chcę tutaj zostać do końca stycznia maksimum, a później wyjechać
na praktyki z AISECA gdzieś bardzo, bardzo daleko, Już od dwóch dni zaczęłam odkładać
na bilet, im więcej odłożę tym dalej pojadę, im dalej pojadę tym lepiej. Lubię
podróżować, poznawać nowe miejsca, nowych ludzi i wszystko inne co jest
związane z wycieczkami. To jest chyba jedyna rzecz, która sprawa, że dostaje
podwójnego zastrzyku energii. To jest coś co kocham.
To jest mój plan! Trzymam kciuki, wierzę że się wszystko uda tak
jak sobie zaplanowałam. Chcę spożytkować ten rok najlepiej jak się da.
O planach dalszych nie będę się rozpisywać, bo jak na razie to
muszę ten powyższy zrealizować, a później będę mówić o kolejnych.
Co ja tutaj robię?
Połowa czasu, który tutaj spędzam to niestety praca, tak to jest w
Londynie –PRACA – DOM – PRACA - DOM i tak dalej. Powiem wam, że jest to
pierwsze miejsce z jakim się spotkałam, gdzie czas nie biegnie, lecz brzydko
mówiąc z******Ala, tak tutaj jest. Czasami się zastanawiam jaki dzień tygodnia
mam i szczerze z tym mam problemy, od niedzieli do niedzieli bo tak płace za
mieszkanie.
Kiedy tu przyjechałam, pieniążków to ja dużo nie miałam,
zaraz ja prawie nic nie miałam. 200
funtów na londyńskie warunki to nic, koszty utrzymania tutaj czasami mnie
przerastają, już nie wspomnę ile Underground wyciąga tygodniowo z mojego
portfela.
Drugi dzień tutaj to nic innego jak wycieczka do agencji pracy, bo
jak wiadomo jej to potrzebowałam na gwałt :D
Dostałam pracę w hotelu 5 gwiazdkowym przy samym Tower Hill, wiem
brzmi nieziemsko! No dobra dostałam pracę sprzątaczki, wiem też brzmi
nieziemsko. Praca nie lekka, ale wiedziałam na co się piszę, ponieważ rok temu
też latałam z mopem. Przez tydzień czasu mieszkałam u znajomej, do dziś sobie
powtarzam, że za to ja powinnam jej pomnik wystawić, a to dlatego, że
mieszkałam za darmo. Następne dni spędziłam w kafejce internetowej wydzwaniając
po ludziach odnośnie mieszkania. Zależało mi bardzo na tym, żeby mieszkać z
obcokrajowcami ze względu na to żeby szkolić język. Pierwsze co przyszło mi do
głowy to to, że oni wszyscy powariowali! Dlaczego??? A dlatego, że każdy chciał
depozyt i czynsz miesięczny co oznacza jakieś 600-700 funtów na start.
Oczywiście mój plan z lekka legł w gruzach, zrezygnowana wróciłam do domu i
weszłam na stronę londynek na której znalazłam ogłoszenie w dość przystępnej
cenie wraz z tygodniowym depozytem, na tej samej dzielnicy co rok temu, super,
no mega fajnie, tak bardzo chciałam tam mieszkać, marzenie mojego życia. No
nic, nie miałam wyjścia, zadzwoniłam, mieszkanie obejrzałam, ludzie się w
porządku wydawali, więc powiedziałam tak, biorę. Do dziś dnia tu jestem i
siedzę w tej małej klitce, małej bo małej ale bardzo przytulnej.
Myślę, że to na tyle streszczenia na temat kim jestem i jak się
znalazłam w londku zdroju. Reszta część opowieści będzie umieszczana w
kolejnych odcinkach. Dobranoc